wtorek, 24 maja 2011

Prosty letni makaron i kilka słów o młodości

I tak minął prawie rok.
Przez ten czas wiele razy robiłam zdjęcia potraw, zaczynałam pisać posta i za każdym razem z jakiegoś powodu rezygnowałam. Odwiedzałam wasze blogi regularnie, korzystałam z waszych przepisów, kombinowałam sama, ale cały czas jakoś nie miałam ochoty prowadzić tego bloga. Może poczułam nagle, że sama z własnej woli zrezygnowałam z młodości, że czas na wymienianie się przepisami jeszcze przyjdzie, a czas na zasłuchiwanie się w muzyce, spacery, imprezy do południa już nigdy nie wróci. Przypomniał mi o tym przyjaciel wczesną jesienią zeszłego roku i nagle przestało mnie interesować pieczenie bułek, wolałam wrócić do bycia nastolatką, poudawać jeszcze przez chwile, że nie jestem dorosła. Zmieniłam szpilki na trampki, zaczełam znów rysować, nie wracałam do domu całymi tygodniami, wychodziłam z domu w środku nocy i poczułam wiatr, szum krwi w uszach, zapach i smak namiastki wolności, miłości, zieloności.
Dobra, dość przynudzania.
Dzisiejszy przepis to banał. Właściwie tylko pretekst żeby coś napisać bo żal mi całkiem zostawić coś nad czym pracowałam dość długo. Banał, ale cudny. Spróbujcie koniecznie.


250g ulubionego makaronu
4 ząbki czosnku
2 pomirody
200g sera feta
duża garść listków mięty
2 łyżki oliwy z oliwek
szczypta soli

Makaron ugotować al dente. W czasie gdy będzie się gotował drobno posiekać czosnek, wrzucić na rozgrzaną oliwę, opruszyć solą i smażyć chwilkę. Kiedy czosnek będzie lekko podsmażony wyłączyć ogień i dodać pomidory posiekane w drobną kostkę, makaron, fetę pokruszoną lub pokrojoną i poszarpane listki mięty. Przykryć pokrywką i dokładnie wymieszać. Tyle filozofii, a jest na prawdę pyszne!



A tak obecnie prezentuje się pan Mamut, który z niesfornego kretyna wyrósł na bardzo grzecznego i fajnego kumpla:)