niedziela, 30 maja 2010

Po prostu


Ostatnio mam ochotę na owoce. Owoce i jarzyny, świeżutkie. Na sałatki wszelkiego rodzaju, na chrupanie selera naciowego i kalarepki, na pójście nad rzekę z kocem i pudełkiem świeżych jarzyn. Mam absolutny przesyt makaronów, ryżu, ziemniaków i tym podobnych rzeczy.
Dziś absolutny banał. Taki banał, że aż wstyd. Ale co z tego? Skoro pełen świeżych truskawek i moreli? Idealny na śniadanie, świeży! Na co komu koszenila i inne barwniki, wszystkie możliwe E i nie wiadomo jakie świństwa jeszcze, skoro można do naturalnego jogurtu wrzucić wielką garść owoców?

Duży jogurt naturalny
6 moreli pokrojonych w kostkę
8 truskawek pokrojonych w kostkę
kilka listków mięty
opcjonalnie cukier (ale po co?)

Wymieszać, rozlać do dwóch dużych szklanek i jeść przy otwartym oknie, a chwilę później wybrać się z Mamutem na wycieczkę.

Pamiętacie smutnego Cekinka z poprzedniego postu? Tak się teraz prezentuje:)

niedziela, 2 maja 2010

białe szparagi


Jest najpiękniej! Bzy już kwitną, kwiaty jabłoni pachną jak najpiękniejsze perfumy, brzozy i kasztany są bardziej zielone niż jeszcze kilka tygodni temu były w mojej wyobraźni. Wiem, że zachwycam się tak samo przy okazji każdej pory roku, ale przez całe moje życie nie mogę wyjść z podziwu dla cyklu natury. Dla pór roku, które przemijają i zawsze wracają. Czy to nie jest najpiękniejsze? Czy to nie daje nadziei?
Ostatnio zaangażowałam się w pomoc zwierzakom czyli to co daje mi najwięcej radości na świecie. W związku z tym wybrałam się do Poznania i całą drogę gapiłam się w okno pociągu. Obserwowałam sarny wylegujące się całym stadem w słońcu, lasy, polany, małe wioski w oddali. Miałam ochotę wrzeszczeć na innych ludzi w pociągu, żeby się zamknęli, przestali gadać o niczym i żeby patrzyli jak pięknie jest dookoła. Czasami ktoś zawiesił pusty wzrok na oknie, patrzył przez chwile, ale nic nie widział. Gdyby widział musiałby się uśmiechać. Przyznam wam się do czegoś. Nie lubię ludzi. Nie lubię ich bo nie chłoną tego co ich otacza, nie mrużą oczu po to by zapamiętać ten jeden promyk słońca odbijający się od jeziora lub krzak bzu rosnący zaraz przy torach, mijany w usypiającym rytmie stukotu kół o tory. Jak byłam mała Dziadziuś uderzał palcami o stół naśladując ten odgłos. Uwielbiam go. Teraz słychać to już tylko w okolicach maleńkich stacji gdzie tory są stare i nikt nie wysiada z pociągu.
Z wycieczki przywiozłam dla mamy małego przyjaciela ze schroniska. Przyjaciel ma na imię Cekin. Jest smutny, śliczny i maleńki jak okruszek. Niedługo przestanie być smutny, jak uwierzy, że już nigdy nie wróci do schroniska.

Znów jest sezon na szparagi. Cieszę się, że trwa tak krótko. Dzięki temu szparagi smakują jeszcze lepiej. Dziś zupa. Jest szaro, chłodno i deszczowo. W takie dni trzeba jeść zupy. Przepis pochodzi z white plate, dodałam do niego tylko troszkę niebieskiego sera dla zaostrzenia smaku.

1 pęczek szparagów
1 cebula
20 g masła
łyżka mąki
0,5 l bulionu jarzynowego
250 ml śmietanki do zup
niewielki kawałek niebieskiego sera pleśniowego
sól
biały pieprz
oliwa truflowa do podania

Szparagi obrać, odkroić główki, a nóżki pokroić na małe kawałki. Cebulę drobno posiekać. W garnku rozpuścić masło, wrzucić cebulę i dusić kilka minut aż zmięknie. Dodać pokrojone szparagi (poza główkami) dusić ok 5 minut. Zasypać cebulę i szparagi mąką, cały czas mieszając podsmażać ok 2 minut. Dolać bulion i gotować na małym ogniu aż szparagi zmiękną (ok 15-20 min)
Kiedy szparagi będą już miękkie zmiksować wszystko na gładką masę, dolać śmietankę, ser, sól i pieprz.
W małym garnuszku zagotować trochę wody i wrzucić główki szparagów na ok 2 minuty. Przełożyć główki na talerz, zalać zupą i pokropić oliwą truflową.

Jeśli szparagi są łykowate i w zupie zostaną "kłaczki" można przecedzić ją przez sitko.
Zupa jest przepyszna, delikatna i aromatyczna. Następnym razem może podleje ją odrobiną białego wina. Polecam:)


I jeszcze deser:
Nasz towarzysz Mamut

A tu nasz nowy członek rodziny Cekin


akcja