poniedziałek, 29 marca 2010

Gazpacho

Nie lubię połączenia ogórka i pomidora. Kojarzy mi się z kanapkami, ktore mama robiła mi do szkoły, wyjmowanymi z plecaka w czasie przerwy, mokrymi, na ciemnym ziarnistym pieczywie. Ależ zazdrościłam koleżankom ich kanapek ze zwykłego pszennego chleba z grubą warstwą masła i ukrojonym byle jak plastrem sera, bez grama jarzyn. Dzieci są dziwne:D
Tak czy owak pozostał niesmak i nigdy nie łącze ogórka z pomidorem. Wyjątkiem jest gazpacho.
Co jest w tej zupie takiego, ze kilka jarzyn zalanych sokiem pomidorowym smakuje wakacjami?

3 pomidory
3/4 średniego ogórka
1/2 czerwonej papryki
1/2 zielonej papryki
1 czerwona cebula
1 ząbek czosnku
3,5 szklanki soku pomidorowego
1/4 szklanki oliwy z oliwek
1/4 szklanki octu winnego
1/2 łyżeczki cukru
sól morska
świeżo mielony pieprz

Wszystkie jarzyny posiekać w bardzo drobną kostkę, wrzucić do wazy, dodać czosnek przeciśnięty przez praskę. Zalać sokiem, oliwą i octem, doprawić i wymieszać.
Odstawić do lodówki na minimum pół godziny.
Podawać z grzankami czosnkowymi.

niedziela, 28 marca 2010

Cukiniowa zupa Aliny

Widzieliście już pączki na drzewach? Wyskoczyły tak nagle i wyglądają tak cudownie! Nie ma na świecie nic bardziej żywego niż ta jaskrawa, soczysta zieleń, która właśnie pojawiła się na drzewach i krzakach.
Nie mogę uwierzyć, że po tej nie mającej końca zimie będą teraz forsycje, bzy, jaśminy! Chyba gdzieś w środku uwierzyłam, że już nigdy ich nie będzie.

W związku z zielenią u mnie zielona zupa, najzieleńsza. Niestety zdjęcie nie oddaje jej intensywnego koloru.
Pierwszy raz jadłam tę zupę u mojej przyjaciółki Aliny. Przygotowała ją kiedy siedziałam przy stole i zajęło jej to jakieś 20 minut.
Kiedy już dostałam swoją miseczkę, nie mogłam uwierzyć, że tak szybko da się przygotować coś tak pysznego.
W domu robiłam ją już setki razy. Z jednej strony jest lekka i wiosenna, z drugiej strony jest w niej rozgrzewający imbir. Dobra na początki wiosny i jak to mówi babcia "zdradliwą pogodę"
Nie wiem czy ma wiele wspólnego z prototypem, robionym oczywiście na oko, ale wiem, że jest pyszna i najłatwiejsza na świecie.
To moja ulubiona zupa i nie spotkałam nikogo komu by nie smakowała. Polecam bardzo.


4 średnie cukinie
2 cebule
6 ząbków czosnku
kawałek imbiru ( ja daje mniej więcej 5x2 cm, ale to już zależy od waszych upodobań)
1,5 litra ciepłego bulionu jarzynowego
2 łyżki oliwy
szczypta cynamonu
sól
pieprz świeżo mielony

Wszystkie jarzyny posiekać, W dużym garnku rozgrzać oliwę i zeszklić na niej cebulę, czosnek i imbir. Kiedy będą gotowe dodać całą cukinie i cały czas mieszając smażyć kilka minut tak by cukinia lekko zmiękła, ale nie straciła koloru.
Zalać jarzyny bulionem i zagotować na średnim ogniu. Po zagotowaniu zdjąć zupę z ognia
Wszystko razem zmiksować (nie bardzo dokładnie, niewielkie chrupiące kawałki imbiru są świetne), doprawić i podgrzać, ale już nie gotować. Może być podawana gorąca, ale lekko przestudzona też jest pyszna.
Zupa jest oczywiście całkiem wegańska. Ja czasami dodaje do niej łyżkę jogurtu greckiego lub kozi serek ale bez nich jest równie pyszna.



Nie wiem czemu, ale Mamut wyobraził sobie, że idealnie mieści się na moim różowym fotelu...

wtorek, 23 marca 2010

pasta z wędzonego tofu

Chyba jeszcze nigdy nie cieszyło mnie aż tak przyjście wiosny. Zawsze się zachwycam nowymi pączkami na drzewach, kwiatami, tymi wszystkimi oznakami życia. Ale w tym roku jest wyjątkowo. Półgodzinne spacery z Mamutem, zamieniły się w kilkugodzinne wycieczki na koniec świata.
Pory roku to najpiękniejsze zjawisko w naturze. Każda ma swój zapach, taki intensywny na początku, kiedy przychodzi. Swój wiatr, swoje dźwięki.
Chciałabym żeby wszyscy tak się cieszyli z tych zmian, nie tylko na wiosnę:)
Dziś prosta pasta do pieczywa. Kiedyś przypadkiem zamiast twardego wędzonego tofu kupiłam kremowe wędzone. Nie wiedziałam co z nim zrobić i wyszło coś takiego. To jedna z moich ulubionych past do pieczywa. Nadaje się do bułek i tostów, ale ja najbardziej lubię ją z ziarnistym chlebem.



125g miękkiego wędzonego tofu
100g fety
1,5 łyżeczki musztardy sarepskiej
2 łyżki groszku konserwowego
świeżo mielony pieprz

Tofu, fetę, musztardę i pieprz rozgnieść w miseczce widelcem aż do uzyskania jednolitej masy. Dodać groszek i delikatnie wymieszać. Odstawić do lodówki na ok godzinę.

Smacznego:)

piątek, 12 marca 2010

rok


Dzisiaj mija rok od mojego pierwszego posta tutaj.
Dużo się w moim życiu przez ten rok zmieniło.
Zmienił się mój sposób patrzenia na przygotowanie jedzenia i na blogosferę.
Założyłam tego bloga za namową koleżanek, które chciały podglądać co gotuję. Teraz z tych koleżanek została jedna. I dobrze.
Kiedy go zakładałam myślałam, że blog kulinarny to tylko wrzucanie przepisów, chwalenie się udanym biszkoptem lub zastanawianie się nad tym jak przyrządzić bakłażana. No i oczywiście się myliłam. Z bloga kulinarnego chcąc nie chcąc zrobiłam bloga o sobie.
Po pierwsze chciałam wam podziękować, że czasem zaglądacie, że komentujecie, że nie spotykam się tutaj ze złośliwością dotyczącą np słabych zdjęć czy słabych przepisów. A przede wszystkim dziękuję za ciepłe słowa i otuchę w bardzo trudnym dla mnie okresie zeszłej jesieni. Szczerze mnie zaskoczyło, tutaj w blogosferze, że całkowicie obcy ludzie zaangażowali się w moje problemy, ale i sukcesy.
Dziękuję, że jesteście i mam nadzieję, że będziecie mimo, że chwilowo opuściła mnie wena do gotowania i krzątania się po kuchni.