sobota, 27 lutego 2010

mój comfort food

Jest cicho, oglądam mój ulubiony serial, cichy i spokojny, zbliża się szarówka, która kojarzy mi się z Babcią.
Kiedy byłam mała siadałyśmy z Babcią na kanapie i czekałyśmy na szarówkę. Babcia opowiadała o tym jak jej Babcia siadała z nią na kanapie i czekały. Słońce powoli zachodzi, na ulicy zapalają się latarnie, jeździ coraz mniej samochodów. A ja idę do kuchni, kroję w piórka cebulę, której jeszcze niedawno nie lubiłam i siadam na kanapie. Cisza, cisza, cisza.



2 czerwone cebule pokrojone w piórka
łyżka oliwy
łyżka cukru
sól

łyżka oliwy
łyżka octu balsamicznego
pół łyżki soku malinowego

Oliwę rozgrzać na patelni na dość dużym ogniu, wrzucić cebulę i smażyć kilka chwil po czym wsypać cukier i smażyć kilka minut cały czas mieszając aż cebula zmięknie. Pod sam koniec posolić.
W miseczce wymieszać oliwę, ocet i sok, wrzucić gotową cebulę i zamieszać.

7 komentarzy:

  1. ja do nie dawna tez nie lubiłam np karmelizowanej cebuli (może dlatego że jej nie jadłam wcześniej ;)
    teraz myślę nad czymś takim (http://whiteplate.blogspot.com/2009/09/konfitura-z-karmelizowanej-cebuli.html)
    ale taka wersja chyba w swojej prostocie jest bardziej skoncentrowana na smaku cebuli samej w sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. przepis Liski na konfiture jest świetny, ale na bardziej leniwe dni...:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapisałam sobie przepis na te cebulki... Koniecznie wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Obłęd, nie dalej niż wczoraj rano wspominałem o smażonej cebuli z dodatkiem octu balsamicznego.
    Bardzo przemawia mi do żołądka ten przepis

    OdpowiedzUsuń
  5. no popatrz Michu co za telepatia:)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja robię podobnie, tylko bez cukru

    OdpowiedzUsuń
  7. Pyszne. Cebula to również i mój comfort food:)

    OdpowiedzUsuń