Kiedy byłam mała siadałyśmy z Babcią na kanapie i czekałyśmy na szarówkę. Babcia opowiadała o tym jak jej Babcia siadała z nią na kanapie i czekały. Słońce powoli zachodzi, na ulicy zapalają się latarnie, jeździ coraz mniej samochodów. A ja idę do kuchni, kroję w piórka cebulę, której jeszcze niedawno nie lubiłam i siadam na kanapie. Cisza, cisza, cisza.

2 czerwone cebule pokrojone w piórka
łyżka oliwy
łyżka cukru
sól
łyżka oliwy
łyżka octu balsamicznego
pół łyżki soku malinowego
Oliwę rozgrzać na patelni na dość dużym ogniu, wrzucić cebulę i smażyć kilka chwil po czym wsypać cukier i smażyć kilka minut cały czas mieszając aż cebula zmięknie. Pod sam koniec posolić.
W miseczce wymieszać oliwę, ocet i sok, wrzucić gotową cebulę i zamieszać.



ja do nie dawna tez nie lubiłam np karmelizowanej cebuli (może dlatego że jej nie jadłam wcześniej ;)
OdpowiedzUsuń na zawszeteraz myślę nad czymś takim (http://whiteplate.blogspot.com/2009/09/konfitura-z-karmelizowanej-cebuli.html)
ale taka wersja chyba w swojej prostocie jest bardziej skoncentrowana na smaku cebuli samej w sobie :)
przepis Liski na konfiture jest świetny, ale na bardziej leniwe dni...:)
OdpowiedzUsuń na zawszeZapisałam sobie przepis na te cebulki... Koniecznie wypróbuję :)
OdpowiedzUsuń na zawszeObłęd, nie dalej niż wczoraj rano wspominałem o smażonej cebuli z dodatkiem octu balsamicznego.
OdpowiedzUsuń na zawszeBardzo przemawia mi do żołądka ten przepis
no popatrz Michu co za telepatia:)
OdpowiedzUsuń na zawszeja robię podobnie, tylko bez cukru
OdpowiedzUsuń na zawsze