sobota, 27 lutego 2010

mój comfort food

Jest cicho, oglądam mój ulubiony serial, cichy i spokojny, zbliża się szarówka, która kojarzy mi się z Babcią.
Kiedy byłam mała siadałyśmy z Babcią na kanapie i czekałyśmy na szarówkę. Babcia opowiadała o tym jak jej Babcia siadała z nią na kanapie i czekały. Słońce powoli zachodzi, na ulicy zapalają się latarnie, jeździ coraz mniej samochodów. A ja idę do kuchni, kroję w piórka cebulę, której jeszcze niedawno nie lubiłam i siadam na kanapie. Cisza, cisza, cisza.



2 czerwone cebule pokrojone w piórka
łyżka oliwy
łyżka cukru
sól

łyżka oliwy
łyżka octu balsamicznego
pół łyżki soku malinowego

Oliwę rozgrzać na patelni na dość dużym ogniu, wrzucić cebulę i smażyć kilka chwil po czym wsypać cukier i smażyć kilka minut cały czas mieszając aż cebula zmięknie. Pod sam koniec posolić.
W miseczce wymieszać oliwę, ocet i sok, wrzucić gotową cebulę i zamieszać.

środa, 10 lutego 2010

i już po wszystkim

Ostatnie dwa tygodnie były wypełnione pracą po brzegi. Piłam kawę, przegryzałam ją upieczonym na szybko brownie i przeklinałam naturę, że dała dobie tylko 24 godziny. Marzyłam o śnie. Pokłute igłą palce są chyba jeszcze zbyt zmęczone, żeby zacząć się goić.
Opisy obróbki technologicznej, rysowanie projektów, wycinanie próbek tkanin, skanowanie, drukowanie, przepisywanie, nauka, nauka, nauka. W temacie architektury dekonstruktywistycznej i wpływu architektury na ubiór na przestrzeni dziejów nie zagnie mnie chyba już nikt. Praca, tempo, telefony, zimne noce z herbatą i książkami, brak czasu na pomalowanie paznokci.
A wczoraj wszystko się skończyło. Emocje opadły, w końcu się wyspałam, nawet czuję, że wredne przeziębienie, które dopadło mnie chyba tylko po to żeby zrobić mi na złość, powoli ustępuję. I? I wcale nie jestem zadowolona. Praca nie poszła na marne, wszystko wypadło dobrze, tylko łamiący się z bólu gardła głos sprawił, że komisja się litowała myśląc, że to z nerwów. A nerwów nie było. Nie było nawet podekscytowania. Było tylko zmęczenie i złość, że mi przerywają i nie pozwalają popisać się nabytą w ostatnich dniach wiedzą. Ale nie jestem zadowolona bo nagle nie mam co ze sobą robić. Szkoła, na która ostatnio narzekałam i psioczyłam nagle się skończyła i trochę pusto. Już nie będę biec na złamanie karku, żeby zdążyć na marketing? Złościć się, że zajęcia z reklamy mogłyby być super, a nie są? Nie będę już nigdy zarywać nocy, żeby uszyć torebkę, namalować na ostatnią chwilę dwadzieścia obrazów czy zrobić projekty na zajęcia, które w ogóle mnie nie interesują? Nie będę rzucać obrażona ołówkiem w sztalugę bo rysunek mi nie wychodzi, ani potajemnie wymykać się z malarstwa po wpisaniu się na listę, żeby iść z Justyną na kawę. Chciałam żeby to się skończyło i chciałam spokoju. Teraz mam spokój, siedzę sama w domu na moim ulubionym różowym fotelu. Jest cisza, Mamut leży obok mnie. Wszystko cudownie prawda? a mi brakuje nerwów, brakuje mi tempa ostatnich dni, zmęczenia i złości na siebie samą, że jak zwykle robię wszystko na ostatnią chwilę. Wściekałam się i męczyłam, ale tak naprawdę sprawiało mi to wszystko przyjemność.
Znów będę miała czas, będę mogła rysować i uczyć się dla przyjemności, a nie z przymusu, będę mogła gotować i snuć się z kawą po domu. A ja nie chcę. Mam płacz na czubku nosa.
Szkoła skończona, pozostało mi tylko czekać na ocenę i podziękować kilku osobom. Siostrze za umożliwienie mi wyboru najlepszych tkanin i w ogóle ukończenia tej szkoły. Mojej cudownej krawcowej Iwonie, bez której rysunki nigdy nie przekształciłyby się w ubrania. Pani Basi, która przymknęła oko na to, że absolutnie nic nie wiem na temat technologii szycia i siedziała ze mną wieczorem u siebie w domu pomagając mi zrozumieć coś czego i tak nigdy nie zrozumiem. Pani Monice, która wsparła mnie nie tylko pomagając w sesji zdjęciowej, ale przede wszystkim dodała otuchy w trakcie obrony. Justynie za to, że cały czas była, że namówiła mnie do wymiany gąbki na filc, że słuchała moich narzekań, a nawet narzekała ze mną. Za to, że przez cała szkołę siedziała ze mną w ławce;) I Łukaszowi za pomoc, za składanie brył, za wożenie mnie tam i z powrotem, za cierpliwość, która była wystawiona na bardzo ciężką próbę. Jeszcze Alinie za cudną stylizację. Dziękuję przede wszystkim za to, że ze mną wytrzymaliście.
A oto część efektów