poniedziałek, 2 listopada 2009

orzechowe curry z dynią

Lubie święto zmarłych chyba najbardziej ze wszystkich świąt. Lubię chodzić na cmentarz na jesieni, lubię oglądać na rakowicach te same stare grobowce obrośnięte bluszczem i zasypane liśćmi. Nie lubię tylko tłumów.
Wczorajsze święto było pierwszym w moim życiu kiedy nie poszłam na grobowiec rodzinny i nie zapalałam świeczek za ludzi, ktorych nie znałam lub nie pamiętam.
Wczoraj pierwszy raz myślałam o śmierci, którą już znam.
Do tej pory miałam wielkie szczęście i nie umarł mi nikt na tyle bliski żebym odczuwała jego brak, więc śmierć była całkiem obcym zjawiskiem.
Myślałam, że z tym zjawiskiem łatwo się pogodzić. Niestety wcale nie.

Curry przygotowałam zainspirowana curry Przemka już mniej więcej tydzien temu. Niestety głowa odmawiała posłuszeństwa i nie pozwalała mi usiąść do komputera, dlatego przepis dopiero teraz. Można go jeszcze dołączyć do akcji dyniowej?



ok 400g dyni
1 duża cukinia
duża garść mrożonego groszku
duża garść mrożonej fasolki szparagowej zielonej
1 papryka
1 duża cebula pokrojona w paski
2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
niewielki kawałek imbiru starty
100g posiekanych nerkowców
mleczko kokosowe (ok 250-300ml)
żółta pasta curry
sól
olej

Dynie pokroić w niedużą kostkę, posmarować oliwą i posypać solą, włożyć na 10 minut do piekarnika nagrzanego do 220 stopni.
Na patelni rozgrzać olej, wrzucić czosnek, imbir, cebulę i orzechy i ok 2 łyżek pasty curry. Smażyć mieszając aż wszystko lekko się zrumieni, dodać podpieczoną dynię, cukinię pokrojoną w plastry, paprykę pokrojoną w kostkę i chwilę podsmażać, ale tak by jarzyny nie zmiękły. Dolać mleczko kokosowe, groszek i fasolkę, mieszać i dusić ok 10-15 min do rozmrożenia groszku i fasolki. Można podawać z ryżem, ale jak dla mnie było by to zbyt sycące.






A to nasz malamut zwany Mamutem. Znajda sprzed dwóch tygodni.
Jego obecność, a raczej jego głupota, pewnie typowa dla psa pociągowego powoduje jeszcze większą tęsknote za moją małą mądralą, która na każdy temat miała swoje zdanie, zdecydowanie inne niż jego pańcia.
Ale przyplątał się, potrzebował pomocy, nikt się po niego nie zgłosił więc jest i uczę się go kochać. Ma jedno oczko niebieskie a jedno żółte, ale oczywiście w przeciwieństwie do Melona nie umie pozować do zdjęć więc na żadnym tego nie widać.
Taki mały tępak:)

5 komentarzy:

  1. cudny ten mały tępak (:
    i curry w kolorach jesiennych liści

    OdpowiedzUsuń
  2. a no troche cudny, ale wlasnie wyje pod drzwiami chociaz dopiero co wrocil ze spaceru i zaraz go udusze;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Komentuje i nabijam. A ten pies sie strasznie slini a nie spodziewalem sie tego po psie z tego typu kufa. Moze slini sie, bo na prawde jest az takim tepakiem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ojej, piękny rudzielec! My przez jakiś czas zastanawialismy się, czy nasz husky aby na pewno nie jest malamutem, ale gdy ujrzeliśmy prrrawdziwego malamuta, wszystko się wyjasniło :)

    OdpowiedzUsuń