niedziela, 23 sierpnia 2009

Bułeczki


Godzina 7:30. Stukot deszczu o parapet, szare powietrze i tak zimno. Opatulam się szlafrokiem i z jeszcze zamkniętymi oczami idę do kuchni. W lodówce czeka na mnie ciasto do uformowania.
Po chwili w domu rozchodzi się zapach ciepłych bułek. Słońce nie wychodzi, nie robi się cieplej, ale ciepłe bułki, masło, dżem, gorąca kawa sprawiają, że jest mi najcieplej.
Myśle o grubych swetrach, o herbacie, o szuraniu liśćmi. Idzie jesień, to pewne. A rano najpewniejsze. Czekam na nią i nie wybrzydzam. Kocham jesień tak samo mocno jak lato, jak wiosnę i jak zimę. Chociaż wiem, że w wyobrażeniach są zawsze ładniejsze niż w rzeczywistości. Ale w lecie ciepłe bułki nie smakują tak samo dobrze.
To lekko zmodyfikowane nocne bułeczki z http://atinabc.blox.pl
Napewno jeszcze nie raz je powtórze.

3 szklanki mąki tortowej ( w oryginale użyto typ 650)
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżka cukru
40 g drożdży
1/2 szklanki wody
1/2 szklanki mleka
1/3 szklanki oliwy
1 łyżeczka soli
mleko do posmarowania (w oryginale użyto jajka)
sezam do posypania (może być też mak, jeśli akurat macie nie robaczywy:/)

Drożdże wkruszyć do miseczki, zasypać cukrem i zamieszać. Odstawić na 10 minut.
Do dużej miski przesiać oba rodzaje mąki, dodać drożdże, wodę, mleko, oliwę i sól.
Wszystko dokładnie wymieszać i zagniatać ciasto przez kilka minut podsypując dodatkową mąką, aż nie będzie się kleić. Włożyć do lekko naoliwionej miski i przykryć.
I tu pojawia się pewien problem. W oryginalnym przepisie ciasto należy schować na noc do lodówki. Tak też zrobiłam tym razem i udało się. Niestety jednak z mlekiem matki wyssałam zasadę, że drożdży nie wolno przeziębić, dlatego całą noc denerwowałam się, że nie urośnie. Urosło bardzo niewiele i nadrobiło dopiero w piekarniku. Jeśli ktoś jest ryzykantem i lubi życie na krawędzi może śmiało schować ciasto do lodówki, napewno tragedii nie będzie. Ja następnym razem odstawie ciasto w ciepłe miejsce. Takie już mam konserwatywne podejście do kwestii drożdży. Koniec wywodu.
Rano wyciągnąć ciasto, odgazować uderzając pięścią i podzielić na 10-12 części. Uformować bułeczki, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (zachować spore odstępy bo bułki bardzo rosną), posmarować mlekiem i posypać sezamem.
Piec 20 minut w piekarniku nagrzanym do 220 stopni. Jeść koniecznie ciepłe, nie bacząc na zmyślony ból brzucha!

7 komentarzy:

  1. bułeczki sliczne i widze ze podobny poranek dzisiaj mialysmy, ja jednak wstałam o 6:30 by uformowac warkoczyk drozdzowy a potem raz jeszcze poszlam spac jednek mysli mialam dokładnie te same... zbliza sie jesien, bylo ciemno, ponuro i deszczowo ale jak tylo drozdzowka wskoczyla do piekarnika od razu poczulam się lepeij :)
    ps. buziaki dla Melona! mam nadzieje ze mu się polepszy mimo juz poznego wieku...

    OdpowiedzUsuń
  2. mialam te same na sniadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jaki piękny kształt mają Twoje bułeczki. urocze!

    OdpowiedzUsuń
  4. viridianka - prawda, że jak sie cos piecze to odrazu się robi cieplej?:D Melonowi buziaki przekazałam, wygląda na zachwyconego;)

    Gosia - no widziałam ostatnio właśnie, że one strasznie popularne te bułki!

    kornik, olciaky - dziękuje, dziękuje:D sposób na zrobienie takiego kształtu można znaleźć w linku podanym na górze:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne bułeczki :) Cudownie zaplecione. I piękna miseczka ba bułki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja tam piekłam w nocy, bo mi się nie chciało wcześniej wstać, więc zapach kusił całą noc :)
    piękne Twoje bułeczki :)

    OdpowiedzUsuń